Anglia stanęła na głowie

Nie znalazłem nikogo, kto razem ze mną kibicowałby Anglii. Kolega Łukasz z sąsiedniej rozgłośni sympatyzuje z Włochami i ma to samo.
- Jak mówię, że im kibicuję, to wszyscy mnie opieprzają.
Ja odpowiedziałem - To i tak masz lepiej. Ze mnie wszyscy się śmieją.
Nie miałem wątpliwości, że po wstydliwych raczej występach, Anglicy staną na głowie, żeby wygrać ostatni grupowy mecz. Co do wyniku już takiej pewności nie było. Prowadząc skromnie 1:0 łatwo to prowadzenie stracić. I rzeczywiście, Słowenii do szczęścia brakło niewiele.
Rzec by można, że wręcz miała pecha, bo rzadko się zdarza, by mając do dyspozycji całą bramkę, trafić akurat w nogę obrońcy. W tej sytuacji zresztą Słoweńcy strzelali aż trzykrotnie. W pamięci pozostanie jednak wyczyn Johna Terry'ego, który rzucił się rozpaczliwie w stronę lecącej piłki, aby jeszcze zagrodzić jej drogę do bramki.
Toż to wzorowy przykład sportowej, heroicznej walki.
Mimo bohaterskiej postawy obrońcy Chelsea i całkiem niezłego widowiska, Anglia to na razie zespół, który awansował do drugiej rundy w sposób najbrzydszy.
Wszyscy ostrzyliśmy sobie zęby na postawę Rooneya i nic z tego.
Co ciekawe, Messi też jeszcze nie zdobył bramki i zupełnie to nie razi...