Czyli polska małyszówka

Mamy sąsiada artystę. Gra w zespole o wdzięcznej nazwie "dranie". Przez cały boży dzień ora na gitarze basowej, doprowadzając nas do szału.
Żona wymyśliła: Do końca mundialu, skontrujmy jego basówkę wuwuzelą.
Pomysł na zemstę idealny. Gdy z kolegami mierzymy się z naszą wuwuzelą redakcyjną - reakcje u innych bywają takie jak nigdy. Aż dziw bierze, że u niektórych są tak duże pokłady agresji.
Skoro z równowagi może wyprowadzić jedna wuwuzela, to co dopiero kilkanaście tysięcy na stadionie!
Po cichu liczyłem, że w meczach bez udziału drużyny afrykańskiej, trąbek słychać nie będzie. Okazuje się jednak, że będą nam one towarzyszyły do końca turnieju.
Ale przecież wiemy, że wuwuzele to nie afrykańska nowość. U nas nazywa się "małyszówką". I nasza redakcyjna "małyszówka" pochodzi z Pucharu Świata w Zakopanem.
Polskie trąby były też obecne na meczach piłkarskich. Znikły między innymi po społecznej akcji kibicowskiej "Nie bądź burak - nie trąb".
Strach pomyśleć, co by było, gdyby tradycja w Polsce przetrwała. Powtórkę z RPA mielibyśmy na Euro 2012.