Jak na królową przystało

Owszem, bawiłem się w skok o tyczce. W skok wzwyż także, bo to konkurencje niezwykle piękne. Na dywanie kładłem cztery poduchy z foteli, poprzeczka - to znaczy kij od szczotki - wsparta była na krzesłach, a tyczką był kij od szczotki numer dwa...
Dzisiaj mój redakcyjny kolega chodził po sklepach i próbował kupić kulę, młot lub tyczkę. Nie znalazł ich nigdzie. Podwórkowa hegemonia sportów, w których narzędziem pracy jest piłka, wydaje się więc niezagrożona...
Skok wzwyż mógłby być uprawiany tylko na wsi i to w czasie żniw (by móc ze słomy usypać materac). Reszta odpada. Kij tyczki nie zastąpi, rzucanie wystruganym kijem jest niebezpieczne, kulę musiałby zastąpić kamień, młot podobnie, a to nie służy współżyciu społecznemu na blokowiskach. Zostają co najwyżej wyścigi, ale co najwyżej we dwóch. Jak bowiem zmierzyć czas kolejnym zawodnikom?
Lekkoatletyka wymaga od swoich entuzjastów pełnego zaangażowania - czyli zawodowych treningów w klubie, ze sprzętem i boiskiem...
Nazywana jest królową sportu, więc żąda królewskiego traktowania...