Kibole górą!
Z okazji piątej rocznicy śmierci Jana Pawła II znów wspominano o "pojednaniu" kibiców dla papieża. Mimo, że to "pojednanie" trwało nieprzyzwoicie krótko i właściwie było nic nie warte.
Kibolstwo ma się dobrze, a jeśli nawet bójek jest mniej, to dlatego, że część ich autorów się zestarzała, część wyjechała pracować zagranicą i nie ma kto uczyć młodych.
To, że zadym na stadionach jest coraz mniej, przyćmiewa cały obraz, bo w lasach są przecież ustawki, a idąc ulicą można dostać w gębę tylko dlatego, że mieszka się w niewłaściwej dzielnicy. Ostatnio usłyszałem opowieść znajomej z pracy, która miała nieszczęście znaleźć się w miejskim autobusie, do którego wsiadła grupa szalikowców. Rzecz działa się w Krakowie. Grupa nakazała wszystkim pasażerom śpiewać klubowe przyśpiewki. Pod groźbą sporych nieprzyjemności.
Skąd ten spokój na trybunach - opisywała ostatnio Gazeta Wyborcza. Władze Lecha Poznań, w zamian za brak zamieszek na stadionie, pozwoliły kibolom nad nim zapanować.
Gdy ujawnili to reporterzy dziennika - klub rozwiązał z nimi umowę patronacką. Czyli stanął po stronie szalikowców.
Po drugiej strony barykady jest odwieczny rywal Kolejorza, z którym zresztą dziś się zmierzy w meczu kolejki. Władze Legii Warszawa są w konflikcie z kibicami, bo ośmieliły powiedzieć "nie" bandytom, którzy zrobili zadymę w Wilnie narażając klub na straty finansowe, wykopanie z pucharów i ogólnie wstyd na pół Europy Środkowo-Wschodniej.
Dla tych, którzy teraz ostentacyjnie milczą zamiast dopingować, złorzeczą na właścicieli klubu, dobre imię Legii, ukochanego ponoć, nic nie znaczy.
Efekt tego wszystkiego jest jednak taki, że piłkarze Legii nie mają wsparcia z trybun, grają coraz słabiej, więc generalnie Lech wychodzi na tym wszystkim lepiej. Lech, ale już nie kibice, którzy chcą spędzić czas na meczu miło, przyjść z dziećmi, nie słyszeć bluzgów i nie musieć schodzić niebezpiecznie wyglądającym jegomościom z drogi.
Tym sposobem także policja może wejść w układ z młodymi bandytami. W zamian za spokój na blokowiskach...