O Marek mówi się zbyt dużo
Do Krakowa zawitała hazardowa komisja śledcza wraz z tabunem warszawskich kamer, mikrofonów, kabli do transmisji live i mikrofonów.
Do pałacowego magistratu wynajętego na ten czas przez śledczych zajrzałem na chwilę. Jakże się cieszyłem, że miałem do załatwienia zupełnie inną sprawę. Że z przesłuchaniem bliżej nieznanego, ba - w ogóle nieznanego Koska nie mam nic wspólnego.
Z drugiej strony dziwiłem się kolegom, którzy przywlekli się na południe Polski z samej stolicy, aby z wypiekami na twarzy owo wydarzenie zrelacjonować. Moim kolegom i koleżankom z mediów krakowskich (czytaj: lokalnych) z kolei współczułem. Bo ci w przesłuchaniu i w całej tej komisji widzą niewiele ważnego, a już na pewno nic, co by pospolitego obywatela interesowało.
Kolegów z Warszawy nie rozumiem, ale też nie zamierzam z nich szydzić. Bo w gruncie rzeczy jestem taki sam.
Sportowi ignoranci uznaliby doping w sporcie za coś normalnego. Ja naiwnie w sport wierzę, dlatego po kolejnym wykrytym przypadku niespecjalnie mogę dojść do siebie. Zwłaszcza, gdy rzecz dotyczy sportowca, którego podziwiam i cenię, lub któremu kibicuję. Czyli sportowca polskiego.
Zaczął oczywiście TVN 24 prezentując na swoim słynnym żółtym już pasku napis-gigant "Wykryto doping u Polki". Przez blisko minutę nerwowo wpatrywałem się w ekran: kto?
Takie wieści bardziej szokują, niż informacje, że wynik meczu, którym się emocjonowaliśmy, został ustawiony. Po pierwsze dlatego, że korupcja w piłce trochę nam spowszedniała. Po drugie - biegi narciarskie są dyscypliną znacznie bardziej szlachetną. A po trzecie - byłby to pierwszy przypadek dopingu na igrzyskach w Vancouver.
O aferze z Kolą Marek w roli głównej mówi się za dużo. Zbyt wielu też zabiera głos. Przemysław Saleta w studiu Dzień Dobry TVN to już poważna przesada.
Dla zasady należy wstrzymać się z sądami do przebadania próbki B.
Eksperci mówią, że w przypadku EPO praktycznie nie ma szans na pomyłkę. Niemal tak samo pewne było, że Marek będzie zaprzeczać.
Ja jednak jeszcze - być może naiwnie - jej wierzę.