Obraz sprzed lat i pierwszy bramkowy przebój

Starcie Korei Południowej i Grecji przywiodło wspomnienie meczu sprzed ośmiu lat. Wtedy też skończyło się 2:0 i nawet pora spotkania (13:30) była ta sama. I jakoś dziwnie przeciwnicy Azjatów wyglądali na boisku podobnie. Czy już wszyscy wiedzą, o czym piszę?
Argentyńczyk Heinze rozpoczął bramkową listę przebojów południowoafrykańskiego mundialu. Przed resztą piłkarzy trudne zadanie, aby zostawić jego piękne trafienie w cieniu.
Argentyńczycy pokazali swoje wszystkie plusy i minusy. Z jednej strony bajeczne rozklepywanie przeciwnika i jeszcze bardziej bajecznego Messiego, a z drugiej brak skuteczności (również bajecznego Messiego) i beztroska w obronie.
Gdy tak dalej pójdzie, podopieczni Diego Maradony mogą skończyć turniej wcześniej, niżby chcieli. Stracić bramkę jest bowiem równie łatwo, jak zmarnować stuprocentową sytuację. A są na mundialu tacy, który niefrasobliwość w obronie potrafią wykorzystać. Choć może niekoniecznie w grupie z Argentyną.
Jeszcze szybciej z RPA mogą wyjechać Anglicy. Jeśli tak dalej będzie z ich bramkarzami...