Piechniczek przeraża
Że w polskiej piłce reprezentacyjnej wraca stare - czyli takie sprzed 10-15 lat - już powoli wiemy.
A że powoli - to jeszcze nie do końca. Dlatego jeszcze dziwią mnie mnie wypowiedzi Antoniego Piechniczka, choć może już nie powinny.
Najbardziej przeraża to, że w wywiadzie dla Sport.pl prezes Piechniczek wydaje się mówić całkowicie poważnie.
Najpierw cieszy się, że ze słabymi jak nigdy Czechami zagraliśmy JAK RÓWNY Z RÓWNYM przez JEDNĄ POŁOWĘ.
Potem rozpiera go duma, że w tej jednej połowie mieliśmy OSIEM RZUTÓW ROŻNYCH, a każdy z nich był bity INACZEJ, choć powodzenia rzecz jasna nie przyniósł.
Następnie pociesza się, że wprawdzie odpadliśmy, ale Czesi też odpadli.
Należy się poza tym cieszyć, że reprezentacja robi postępy. Ze Słowenią straciła trzy gole, a z Czechami tylko dwa. No a poza tym, ze Słowenią straciła już do przerwy. Z Czechami zaś dzielnie utrzymaliśmy 0:0 do przerwy...
Jeszcze niedawno Piechniczek przywoływał sukcesy kadry sprzed 27 lat. Teraz nie wypadało, więc postanowił wrócić do czasów swojej ostatniej, a nie pierwszej, przygody z kadrą.
Oto wówczas reprezentacja doznała honorowej porażki z Anglią na wyjeździe (1:2), wygrała z Mołdawią u siebie 2:1, osiągnęła niebywały sukces remisując u siebie z Włochami (0:0), by potem przegrać z nimi na wyjeździe (0:3), a na do widzenia trenerowi Piechniczkowi przegrała z Anglią 0:2.
Wówczas postęp był identyczny. Tylko rywale trochę lepsi...
Prezes Piechniczek zachowuje zatem pogodę ducha mimo, że jest gorzej niż wtedy, kiedy było źle...