Reakcja adekwatna do sytuacji

Zdziwienie komentatorów decyzją prezydenta Obamy o udziale w pogrzebie śp. prof. Lecha Kaczyńskiego zmarłego tragicznie Prezydenta RP jest w sumie dziwne. A już na pewno nie jest przemyślane. Tracąc wielkiego i darzącego zaufaniem sojusznika w osobie Zmarłego Prezydenta, prezydent Obama być może traci Polskę z grona sojuszników. Nie ma co się oszukiwać, fotografie premiera Tuska w objęciach premiera Putina ewidentnie pokazują nowy wymiar realiów politycznych we Wschodniej Europie.  Nic, dosłownie nic, już nie uzasadnia trwania Polski przy sojuszu ponad europejskim z USA, a powolna praca pani kanclerz i cierpliwe poczynania premiera Putina wyrwały już dawno polskiego premiera z tego schematu, a jego ostatnim ogniwem, niezwykle mocnym ogniwem, był śp. Prezydent. Dzisiaj go nie ma, a jak zwykle preparowane wyniki badań opinii publicznej wskazują bezbarwnego marszałka Sejmu, jako następcę w Pałacu Prezydenckim, co musi budzić przerażenie nad Potomakiem, gdyż jest on całkowicie powolny szefowi PO. Tym bardziej, że nie jest wcale tak, czy ewentualny kandydat PiS nie będzie musiał się zmierzyć w tym wyścigu z Donaldem Tuskiem, który w razie zagrożenia utraty tego najważniejszego stanowiska politycznego w kraju, pragmatycznie zrewiduje swoje oryginalne poglądy wynikłe z pewnej przegranej z Lechem Kaczyńskim w wyborach prezydenckich i sam stanie do walki o fotel prezydencki. Dlatego prezydent Obama wypełnia swój obowiązek, wynikający z amerykańskiej racji stanu, bo w najgłębszym interesie USA leży utrzymanie przy władzy w Pałacu Prezydenckim nad Wisłą konserwatystów, którzy kontrolować nadal będą liberałów w delikatnej sferze sojuszy polityczno-gospodarczych i również nadal czuwać nad trwałością aliansu z Ameryką. Kluczem do sytuacji jest postawa prezesa PiS, który w wielkim bólu nie ma czasu na żałobę, a musi podjąć decyzję (albo już ją podjął), kto jest w stanie wygrać 20 czerwca. Współczuć jedynie można Jarosławowi Kaczyńskiemu takiego problemu, bo w jego rękach leży los RP na najbliższą dekadę, a może nawet na pół wieku, a do tego utracił w osobie Brata najlepszego doradcę. Prezydent Barack Obama zdał sobie z tego sprawę po obejrzeniu materiału filmowego ze Smoleńska 10 kwietnia i dziś reaguje stosownie do sytuacji, nic ponadto.