Władysław Komar
Bardzo wszechstronnym był zawodnikiemKarierę najpierw rozpoczął w boksie,Gdy przegrał z Włochem postąpił z szykiemLekkoatletom przyszedł na odsiecz.Uprawiał również grę drużynową:W rugby wywalczył mistrzostwo kraju,Kuli powiedział ostatnie słowoZ tej konkurencji fani go znają.W Warszawie: Gwardia, Skra i Polonia,W Gdańsku: Wybrzeże, Lechia - klubami,Olbrzymią siłę miał w swoich dłoniachKtórą oddawał z pokorą dla nich.Choć nosił długo miano playboya,A często znany z dość licznych nagan,Serce zostawiał w sportowych bojachI pozytywów tkwiła przewaga.Dobroć wciąż biła z brodatej twarzyOdznaczał się też wielkim humorem,Uśmiech przez życie - wierny towarzyszStanowił innym ducha podporę.W Monachium z Woodsem wygrał centymetrZłoto tam zdobył już pierwszym pchnięciem,Zaprezentował wzruszoną minę,A łza przy hymnie wspomogła szczęście.W sumie trzy starty na olimpiadachNa kontynencie miał siedem krążków,Brązy w kolekcji swojej układałZ pieniędzmi mało było w tym związku.Skończył ze sportem - został aktoremGrał na estradzie kabaretowej,W teatrze, w filmach dostawał roleUwielbiał ciągle wyzwania nowe.Zginął w wypadku jako pasażerGdy ze Ślusarskim jechał pojazdem,Napotkał w raju znajome twarzePewnie tam z nimi robi za gwiazdę.Chętnie wspominam dziś kulomiotaSukcesy wnosił w różnych dziedzinach,O charakteru jego przymiotachSzepcze z podziwem boska kraina.31.05.2008