Wybory 2010 – ostatnie starcie

Jarosław Kaczyński kontra Bronisław Komorowski – ostatnia runda.
Wybory prezydenckie 2010 pokazują absolutny zwrot polskiego społeczeństwa ku wartościom narodowym i konserwatywnym. Okrzyknięty świetnym wynik lewicującego Grzegorza Napieralskiego w istocie jest tylko tłem dla gry prawicy, co On sam zauważył i do ostatniej rundy prawicy nie włączył się, bo w sumie cóż elektoratowi lewicowemu do wyborów prawicowych? Punkt dla Napieralskiego za to, że wie, gdzie stoi (Waldemar Pawlak jednak zauważył to znacznie szybciej mimo, że jest w koalicji z jednym z odłamów prawicy).
Kandydaci ostatniej rundy wyborczej:

1. konserwatysta, narodowiec, jeden z doradców Solidarności, osoba z tytułem naukowym, aktualnie prezes Prawa i Sprawiedliwości czyli Jarosław Kaczyński, jego niewątpliwym atutem jest fakt, że ze swojego ugrupowania politycznego wystawił najlepszego kandydata, czyli szefa partii i nie kpił nigdy ze stanowiska i roli Prezydenta RP,

2. liberał, wykształcenie historyczne, były opozycjonista, harcerz, aktualnie marszałek Sejmu czyli Bronisław Komorowski, osoba wyznaczona do reprezentowania Platformy Obywatelskiej w mało ważnych wyborach prezydenckich do których szef partii nie zamierzał przystępować uznając stanowisko Prezydenta RP za niemal niepotrzebne. Dzisiaj opinię tego polityka zmieniła Katastrofa Smoleńska, gdy okazało się, że to Prezydent RP ma miłość swojego Narodu. Donald Tusk pragnie pełnej władzy w państwie dla swoich celów politycznych i prze z całej siły do jej uzyskania przez pozytywny wynik wyborczy swojego podwładnego, którym kieruje, jak chce.
Wybór między prawicą narodową i konserwatywną reprezentowaną przez Jarosława Kaczyńskiego, a prawicą liberalną i nieco lekceważącą państwowość oraz suwerenność kraju w osobie namaszczonego do Najwyższego Urzędu Bronisława Komorowskiego.
Czy to tylko wybór między prawicowymi ugrupowaniami? Nie wydaje się. Prezes PiS ma wizję silnej Polski, kraju suwerennego wśród narodów europejskich i wyraźnie im liderującego, a przy tym kochającego swoich mieszkańców. Wizja PO, reprezentowanego w tych wyborach przez Bronisława Komorowskiego, nie broni już tak zdecydowanie polskiej tożsamości, a kwestie liberalizacji czego się da w państwie, stają się przyczyną coraz szerszego rozwarstwienia społecznego i utraty pospolitego bezpieczeństwa na ulicy. Obydwa nurty mieszczą się w określeniu „prawica”, ale wybór Jarosława Kaczyńskiego niepokoi nawet niemieckich polityków i media, bo strach przed silną Polską jest coraz wyraźniejszy zwłaszcza za Odrą. Bronisław Komorowski zaś wydaje się im gwarantem dla zabezpieczenia interesów niemieckich i osłabienia pozycji polskiej w Unii. Paradoks? Nie całkiem. Liberalna polityka jest uległa i nieco sprzedajna, aczkolwiek ubiera togę nowoczesności. Jednak można wierzyć, że to czego się boją Niemcy, jest dobre dla nas, a nowoczesność niekoniecznie musi oznaczać utratę suwerenności. Dlatego 4 lipca w Amerykańskim Dniu Niepodległości głosujemy za Polską niepodległą o paradoksie, lub za „zintegrowaną” w Europie, czyli krajem bez twarzy, ale za to nowoczesnym, gdzie człowiek to przeszkoda w realizacji celów nadrzędnych. Należy mieć świadomość tego i wybrać odpowiedni kurs z którego już odwrotu nie będzie. Polacy, do urn!
na podstawie materiałów www
scalił i opracował Mirek Kulewicz